American Honey nie jest łatwym filmem w odbiorze. Trwa dwie i pół godziny, ma powolne tempo i właściwie nic się nie dzieje, a jednak potrafi zahipnotyzować na wiele sposobów, a nagroda Jury w Cannes tylko to potwierdza. To jeden z tych filmów, gdzie po pięciu minutach wiemy już, czy chcemy kontynuować podróż z bohaterami, czy też nie. Brytyjka Andrea Arnold wraz ze swoją europejską bezkompromisowością pokazuje południowe stany USA pełne kontrastów: ubóstwo i stojąca za nią przemoc, patologia miesza się tu z przepychem. Jednak pani reżyser pokazuje to w lżejszej tonacji czemu pomaga stylistyka i ciekawe zdjęcia. American Honey to film drogi, który opowiada historię Star (debiutująca Sasha Lane). Już w pierwszej scenie, kiedy z dwójką przybranego rodzeństwa grzebie w śmietniku w poszukiwaniu jedzenia pokazuje, że nie ma w życiu łatwo i przyjemnie. To podróż, a raczej tułaczka po Stanach Zjednoczonych z ciekawymi głównymi bohaterami, ale też fabułą, która tak właściwie prowadzi donikąd, ale po kolei.

Chwilę po przeszukaniu śmietnika Star dostrzega wesołą grupkę, a szczególnie w oko (z odwzajemnieniem) wpada jej lider, charyzmatyczny Jake (świetny Shia LeBeouf), który oferuje jej pracę. Rezolutna dziewczyna podrzuca rodzeństwo wyrodnej matce, ucieka od chłopaka narkomana i wsiada do busa. Poznaje zgraję ludzi, kolorowych postaci, dla których praca sprzedawców prenumerat gazet jest pretekstem do bycia wolnym i szczęśliwym. Pozornie, bo komuna, którą tworzą rządzi się swoimi prawami. Twardą ręką rządzi Krystal (Riley Keough), z którą Jake utrzymuje bliskie stosunki (dosłownie) chociaż traktuje go bardziej jak sługę niż kochanka. Mają mocne zasady, lojalność to dla nich rzecz święta, a codzienne imprezy napędzane trawką i alkoholem cementują ich wspólnotę. Z początku Star czuje się nieswojo, ale dość szybko odnajduje się w tej rzeczywistości, a relacja z Jake’em, choć destrukcyjna, popycha ją do przodu i staje się dla niej celem samym w sobie.

Arnold wystawia widza na niezłą próbę, w której trzeba być cierpliwym, nie mniej niż ci akwizytorzy chodząc od drzwi do drzwi licząc na sprzedaż gazet. Moralność członków grupy, a właściwie jej brak kłóci się z przekonaniami Star, która nie potrafi oszukać potencjalnych klientów, przez co nie zarabia zbyt wiele. Jednak potrafi lekkomyślnie wsiąść do samochodu z trójką nieznajomych facetów czy skorzystać z okazji i zarobić prostytuując się. Jej sumienie jest dość elastyczne, a zasady, którymi zwykle kieruje się w życiu nagina dla zrealizowania celu. Arnold ogólnie nikogo w swoim filmie nie rozlicza, a podjęte przez bohaterów decyzje nie prowadzą do konsekwencji, nie znajdziemy też żadnej puenty na zakończenie. American Honey to smutny i dość wyrazisty obraz, gdzie droga do amerykańskiego snu jest zamknięta. Pokazuje ludzi, którzy uciekają przed przeszłością licząc, że karta się odwróci, ale właściwie nie robią nic by pomóc szczęściu. Egzystują próbując łapać każdą chwilę, bawić się i żyć z dnia na dzień. Podobnie pokazane jest też społeczeństwo i jego rozwarstwienie, Ameryka, którą rzadko można oglądać.

Fabularnie American Honey nie pokazuje nic nowego, a oprócz dwójki głównych bohaterów reszta nie jest zbyt dobrze rozwinięta, jakby zabrakło reżyserce i zarazem scenarzystce czasu (!), co wydaje się absurdem patrząc na długość produkcji. Są, siedzą, bawią się, ale nic o nich nie wiemy. Na szczęście relacja na linii Star – Jake jest przedstawiona bardzo dobrze, głownie przez niebywałą chemię pomiędzy bohaterami. Iskrzy i doskonale jest to pokazane, przez liczne zbliżenia, emocje wypisane na ich twarzach. Ich romans jest motorem napędowym całego filmu, a LeBeouf do roli cygańskiego cwaniaczka nadaje się idealnie i jest to jedna z jego najlepszych ról w karierze. Bardzo dobrze ogląda się też Sashę Lane, która oprócz swojej ciekawej urody ma aktorski talent.

American Honey można zarzucić wiele zaczynając od dłużyzn, a kończąc na czasu trwania filmu, ale chyba najbardziej razi brak rozwiązań. Cały film sprowadza się do obserwacji grupy narwańców, szaleńczej podróży bez celu i być może taki był zamiar reżyserki. Film wydaje się kończyć na losowo wybranej scenie i można poczuć się oszukanym, ale pomimo tego warto docenić formę i dość lekkie podejście do poruszanych tematów. American Honey w wielu miejscach można porównać do Spring Breakers, choć nie jest obrazem tak groteskowym i absurdalnym to nadrabia szczerością i niebywałą naturalnością. Z pewnością to film, obok którego nie sposób przejść obojętnie.

OCENA: 7/10

TYTUŁ: American Honey
PRODUKCJA: USA, Wielka Brytania 2016
REŻYSERIA: Andrea Arnold
SCENARIUSZ: Andrea Arnold
OBSADA: Sasha Lane, Shia LeBeouf, Riley Keough
ZDJĘCIA: Robbie Ryan