Wiedziałem, że ten film będzie dobry, w końcu to Edgar Wright (Scott Pilgrim kontra świat, Hot Fuzz), który jeśli ma swobodę w realizacji filmu, wykorzystuje to maksymalnie. Baby Driver przerósł moje oczekiwania i gdyby w kinie zapętlili film, to bym tam siedział z dobę. Znacie to uczucie, kiedy po pięciu minutach wiecie, że to idealny film dla was, do którego jeszcze nie raz wrócicie. Kingsman: Tajne służby, Strażnicy Galaktyki, czy dylogia o Planecie Małp (zaraz trylogia), czy Mad Max: Na drodze gniewu to pierwsze tytuły, które wpadają do głowy, gdy pomyśle o podobnych przypadkach. Przed rozpoczęciem pisania tego tekstu zastanawiałem się, jak dobrze opisać to, co się dzieje na ekranie, bo nie jest to proste. To trzeba po prostu zobaczyć. Baby Driver pokazał, że Wright ociera się wręcz o geniusz, a to jak skomponowany jest film i jak oryginalny jest w swoim założeniu, można długo rozmawiać i z pewnością jeden seans nie pozwoli na wychwycenie wszystkich niuansów i detali. Muzyka i montaż to główni bohaterowie, dosłownie wszystko zrealizowane jest w rytm muzyki, którą słyszy Baby, kierowca, którego zadaniem jest po rabunku uciec ze zrabowaną kasą i oczywiście złodziejami, którzy ją ukradli. Spektakularne.

Wyobraźcie to sobie. Krok, stukanie palcami, przeładowanie czy wystrzał spluwy, trzaśniecie drzwiami, to wszystko idealnie pasuje do bitu. Główny bohater Baby (przekonujący Ansel Elgort) właściwie przez cały czas nosi słuchawki w uszach, więc ciągle słyszymy muzykę, gdy wyciąga jedną słuchawkę, dźwięk jest słyszalny tylko z niektórych głośników na sali. Proste, ale fajne i skuteczne. Już pierwsza akcja, początek filmu robi ogromne wrażenie realizacyjne i jest jednym z najlepszych pościgów, które w ostatnim czasie można było oglądać w kinie. Baby Driver korzysta z kaskaderów i praktycznych efektów specjalnych, więc nie uświadczymy tutaj absurdu rodem z serii Szybcy i wściekli. Znakomite są też zdjęcia, czasem robione z ciekawej perspektywy, a na wyróżnienie zasługują sceny kręcone jednym, lub też udające jedno ujęcie. Wszystko znakomicie zaplanowane, nie ma miejsca na przypadek.

Oczywiście dopieszczenie filmu od strony technicznej skutecznie zakrywa dość przeciętny scenariusz, ale w ogóle nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z oglądania filmu. Nie chciałbym odbierać radochy w poznawaniu fabuły, ale z recenzenckiego obowiązku ją nakreślę. Główny bohater w młodości ulega wypadkowi i ma problemu ze słuchem – słyszy szum w uszach, a muzyka pozwala mu go nie słyszeć. Chłopak ma niesamowity dar od Boga, który objawia się tym, że potrafi ekstremalnie dobrze prowadzić samochód. Jego umiejętności wykorzystuje Doc (Kevin Spacey), który organizuje skoki na banki czy konwoje. Sytuacja komplikuje się, kiedy Baby poznaje Deborah (Lily James) i postanawia wyrwać się z kryminalnego kółka wzajemnej adoracji, co nie trzeba się domyślić przyjdzie bardzo trudno. Ich relacja, chociaż bardzo ważna dla fabuły, wprowadza nieco spokoju w ten dynamiczny i szaleńczy film, choć momentami można odnieść wrażenie, że jest hamulcem ręcznym produkcji. Na szczęście jest chemia pomiędzy bohaterami i ich uczucie wypada po prostu naturalnie.

Edgar Wright zebrał na drugim planie całkiem niezłą ekipę aktorów. Wspomniany Kevin Spacey gra w swoim stylu jako szef grupki rabusiów, w skład której wchodzą Jon Bernthal, Jon Hamm, Jamie Foxx i Eiza González. Wybuchowa mieszanka i ciekawi bohaterowie, ale najlepiej patrzy się na Hamma i Foxxa, którzy grają na granicy przeszarżowania, ale ze swoich postaci wyciskają, ile tylko się da. Jednak centralną postacią jest Baby, bohater intrygujący, z którym chciałoby się jeszcze spotkać. Ansel Elgost (Gwiazd naszych wina) odnalazł się w takim repertuarze, jakby rola była napisana dla niego. Świetnie napisane są dialogi, a docinki, które padają w trakcie napadów skutecznie potrafią rozśmieszyć. W ogóle film ma sporo dobrego humoru (motyw z maską Michaela Myersa!) i choć nie wywołuje salw śmiechu, to robi to na tyle skutecznie, żeby wyjść z kina zadowolonym z życia. Wright potrafi mieszać konwencje, a Baby Driver jest tego potwierdzeniem. Akcja to czysto gatunkowe kino sensacyjne z motywem heist movie stawiające na znane już motywy, ale potrafi pokazać je ze świeżej i interesującej strony. Do tego domieszka humoru, dramatu, czy nawet romansu, bo choć film to czysta rozrywka potrafi zejść na nieco poważniejsze tony.

Jestem przekonany, że reżyser zrealizował film, o jakim marzył, widać to w każdej scenie i z pewnością kręcenie dało mu ogrom radości. Baby Driver to film wypełniony szybkimi samochodami, pyskatymi bandytami i muzyką, która elektryzuje, a to dało wybuchową mieszankę. To też z pewnością najlepszy film tegorocznego letniego sezonu i trudno będzie go przebić. Rewelacyjna koncepcja skradła moje serce, a energią jaką ma ten film mógłby podzielić się z innymi produkcjami, a i tak wystarczająco by w nim zostało. I w końcu najważniejsze – rozrywka, której ogrom Baby Driver dostarcza chyba nie zmieściłaby się w największym baku na świecie. Film oczywiście ma niedociągnięcia, można czepiać się choćby prostego scenariusza, ale to właściwie nieistotne, albo inaczej – istotne, ale jak już założymy słuchawki na uszy i założymy przeciwsłoneczne okulary nie ma to najmniejszego znaczenia. Na sam już koniec wypada tylko gorąco polecić! Wsiadać do samochodów i do kina!

8,5/10

TYTUŁ: Baby Driver
PRODUKCJA: USA, Wielka Brytania 2017
REŻYSERIA: Edgar Wright
SCENARIUSZ: Edgar Wright
OBSADA: Ansel Elgort, Lily James, Jon Hamm, Kevin Spacey, Jamie Foxx, Eiza González, Jon Bernthal
ZDJĘCIA: Bill Pope
MUZYKA: Steven Price