Z pewnością nie każdy oglądał serial Gęsia skórka, który był emitowany w Polsce pod koniec lat dziewięćdziesiątych, jednak zaryzykuję stwierdzenie, że zyskał sporą popularność w pewnych kręgach. To serial fantastyczny z dreszczykiem na podstawie książek szalenie popularnego w Stanach Zjednoczonych pisarza R.L Stine’a. Hollywood, jak to ma ostatnio w zwyczaju, pisze listy miłosne do filmów z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a ich remaki odwdzięczają się wspaniałymi wynikami finansowymi. Kwestią czasu było dorwanie się do prozy Stine’a. Gęsia skórka jest zaskakująco dobrą produkcją i nie tylko świetną zabawą dla młodszych miłośników kina, ale także dla ich rodziców.

Opowieści z krypty, Ed Wood, Człowiek z księżyca, 1408, czy ostatnie Wielkie oczy. Co łączy te filmy? Duet scenarzystów: Scott Alexander oraz Larry Karaszewski, którzy po raz kolejny połączyli siły by stworzyć scenariusz do Gęsiej skórki. To chyba wystarczająca rekomendacja. Za reżyserię odpowiedzialny został Rob Letterman, który jak dotąd zrealizował parę niezłych filmów animowanych, oraz Podróże Guliwera, które łagodnie mówiąc nie zachwycały. Trauma trwała długo, bo prawie pięć lat, ale dostał szansę rehabilitacji i ją wykorzystał. Materiał miał przedni, bo film nie jest ekranizacją pojedynczej części, a stanowi miks ich wszystkich, więc możliwości były wręcz nieograniczone.
gesia 2

 Zach (Dylan Minnette) przeprowadza się wraz z mamą do nowego domu. Nie jest z tego powodu zadowolony, aż do czasu, kiedy poznaje sąsiadkę Hannah (Odeya Rush). Niestety jej ojciec pan Shivers (Jack Black) jest typowym przykładem chama i gbura, który od razu zaznacza, że ma się trzymać od niej z daleka. Dziwny i tajemniczy sąsiad okazuje się R. L. Stine’em i nie jest taki bez powodu. Swoim zachowaniem stara się trzymać dystans od otaczającego go i jego córkę świata, oraz samych czytelników. Bowiem posiada regał z zamkniętymi na klucz książkami, a zamkniętymi dlatego, bo potwory o których w nich opowiada mogą się wydostać do realnego świata. Pewnego wieczoru Zach słysząc krzyki, wraz z kolegą włamuje się do sąsiadów myśląc, że Hannah grozi niebezpieczeństwo. Podczas ‚zwiedzania’ otwierają jedną z książek, przysłowiową puszkę Pandory,  i uwalniają pierwszego potwora…

Fabularnie jest prosto, ale zarazem pomysłowo. Twórcy naprawdę się postarali i to widać już od samego początku. Tu nie ma przypadku, wszystko jest doskonale zrealizowane i poprowadzone, a sam pierwszy akt to wręcz nostalgiczna podróż do czasów młodości: Goonies, Opowieści z kryptyGremliny, czy nawet Jumanji. Swoją drogą to ciekawe, że patrząc na ostatnie lata kino familijne przeżywa mały kryzys, ale filmy aktorskie zostały zastąpione przez filmy animowane, które są kurami znoszącymi złote jajka. Wracając do Gęsiej skórki… To atrakcyjne kino przygodowe z dreszczykiem, które potrafi zaskoczyć wartką akcją i paroma mrugnięciami dla widza. Letterman bawi się konwencją, niektóre sceny są wręcz hołdem dla filmów grozy zachowując przy tym idealną równowagę. Film posiada sporą dawkę humoru, który potrafi rozładować napięcie w bardziej przerażające scenach i działa na dorosłych, jak i na młodszych.

Oczywiście nie wszystko w nim jest doskonałe, bo film w połowie trochę zwalnia, ale wciska pedał gazu w samym finale. Trochę zgubiono wątek ‚ludzki’, który został świetnie poprowadzony na początku i dotykał samotności, akceptacji, czy wreszcie odpowiedzialności. W niektórych momentach po prostu efekciarstwo wzięło górę, całkiem niepotrzebnie, gdyż nie w tym tkwi siła tej produkcji.

gęsia3

Wiele dobrego można powiedzieć o efektach specjalnych, które są naprawdę dobre i nie odstają od tego, co serwują nam niektóre blockbustery. Warto podkreślić, że ludzie od efektów mieli spore pole do manewru i mogli popuścić wodze fantazji, i kreatywności. Twórcy poszli na całość pokazując kilkanaście potworów, począwszy od gnomów a skończywszy na gigantycznej modliszce, która mogłaby stanąć w szranki z King Kongiem. Animacja i wygląd niektórych potworów jest jakby kreskówkowy, co z pewnością pomogło ukryć mankamenty CGI, ale do Gęsiej skórki pasują jak ulał.

Potwory to główne danie, ale nie można zapomnieć o zabawnym Jacku Blacku, który oprócz swojej roli użyczył głosu paru potworom. Kroku dotrzymuje mu młodsza części obsady (Dylan Minnette, Odeya Rush and Ryan Lee), która z pewnością dobrze się bawiła, co widać w filmie, a ich postaci są autentyczne i wiarygodne. Nie da się ukryć, że bohaterowie są stereotypowi, ale nie stanowi to żadnego problemu przy ich odbiorze – ba! Wręcz przeciwnie, gdyż pomagają świetnie napisane dialogi, oraz chemia pomiędzy nimi.

Gęsia skórka to wzorowe, bezpretensjonalne kino familijne, jak znalazł na zimowe wieczory i boję się, że sam tytuł może zginąć w kinach, a podjęcie decyzji o premierze w Polsce w lutym może odbić się czkawką. To idealny film na Halloween. Jednak Ci, którzy się zdecydują na wizytę w kinie powinni być zadowoleni. I to nie tylko młodsi będą się bawić znakomicie, ponieważ film potrafi zaoferować coś dla każdego. To z pewnością kolejny sukces produkcji, który bazuje na nostalgii i pozwala na obudzenie dzieciaka, które w każdym z nas drzemie. Polecam.

OCENA: 7/10 

TYTUŁ: Gęsia skórka / Goosebumbs
PRODUKCJA: USA 2015
REŻYSERIA:  Rob Letterman
SCENARIUSZ: Darren Lemke, Scott Alexander oraz Larry Karaszewski
OBSADA: Jack Black, Dylan Minnette, Odeya Rush, Ryan Lee
ZDJĘCIA: Javier Aguirresarobe
MUZYKA: Danny Elfman