Mam ambitny plan, aby napisać o każdym nominowanym do Oscara filmie (w głównej kategorii), a taką produkcją jest Gra tajemnic Mortena Tylduma, którego warsztat mogliśmy podziwiać w Łowcach głów. Tytułowy film opowiada historię Alana Turinga, genialnego matematyka, który stworzył maszynę pozwalającą złamać kod Enigmy podczas II wojny światowej. Oczywiście, jak to geniusz, ma problemy z sobą, akceptacją, czy seksualnością, jak w tym przypadku. To zawsze dobry temat na film, by wspomnieć o Pięknym umyśle, czy Teorii wszystkiego, również nominowanym w tym roku. Gra tajemnic jest filmem przeciętnym z dobrymi momentami i rewelacyjną grą aktorską Benedicta Cumberbatcha, oraz Keiry Knightley, ale czy słusznie nominowanym? Ciężko powiedzieć.

Łamanie kodu Enigmy przez Turinga i jego zespół stanowi właściwie tło do reszty historii, tej znacznie bardziej interesującej. Turing jest homoseksualistą, ale oczywiście nie może się z tym obnosić, bo w tamtych czasach karano za to więzieniem, lub chemiczną kastracją. Tyldum prowadzi narrację na trzech polach, oprócz tych wymienionych zdarzają się retrospekcje, opowiadające o młodości matematyka, które dają odpowiedzi jego późniejszych zachowań. Turing jest specyficznym człowiekiem, sprawia wrażenie jakby miał lekki autyzm, ale jest też pewny siebie, obsesyjny, irytujący i zarozumiały. Ciekawy przypadek, można by rzec.

Gra tajemnic to właściwie film jednego aktora, Cumberbatcha, który wspaniale udźwignął ciężar roli, jest w niej wręcz idealny, nawet, jeśli chodzi o aparycję. Kroku dorównuje mu Knightley, która zagrała najlepiej od paru dobrych lat, ale z aktorskiego zaciągu to wszystko. Reszta to sztampowe, nijakie postacie, wyprute z charakterów, mogłoby ich nie być i nikt by nie zauważył. Nie ma chemii pomiędzy nimi, niby stanowią zespół, ale zachowują się jakby codziennie się poznawali, nie mówiąc o tym, że są w stanie umierać za ideę i cel misji.

the-imitation-game1

Dramat wojenny, co ciekawe nie pokazuje wojny, nie ma akcji, ataków, broni, są pomieszczenia i ostre rozkminy brygady od łamania kodu. Ich heroiczna walka z czasem owszem jest pokazana z napięciem, Tyldum zręcznie ciągnie historię, ale często wieje nudą, zaś samo rozwiązanie i sceny temu towarzyszące ocierają się o banał i są po prostu słabe. Turing, jako rdzeń zespołu zawodowo sięga zenitu, zaś osobiście przegrywa niesprawiedliwą walkę z wymiarem sprawiedliwości.

To z pewnością końcówka w największym stopniu pokazuje jak wielki potencjał drzemał w tej historii i pozostaje tylko żałować, że nie skupiono się na tym, co dzieło się po złamaniu kodu w życiu bohatera. To z pewnością jeden z najsmutniejszych końców dla jednego z największych umysłów XX wieku, człowieka, który zmienił świat. Gra tajemnic mogłaby być lepsza, bardziej przemyślana i wyważona, ale to nie jest produkcja, którą należy odrzucać, pomimo tego, że ma parę minusów. Wręcz przeciwnie warto nawet dla samej roli Benedicta Cumberbatcha i Keiry Knightley. I przeciwnie do ostatniego filmu o kodzie – Enigma, w tym zaznaczono rolę Polaków, co cieszy, choć to tylko dwa, czy trzy zdania.

OCENA: 7/10

TYTUŁ:Gra tajemnic / The Imitation Game
PRODUKCJA: USA, Wielka Brytania 2014
REŻYSERIA: Morten Tyldum
SCENARIUSZ: Graham Moore
OBSADA: Benedict Cumberbatch, Keira Knightley, Matthew Goode
ZDJĘCIA: Oscar Faura
MUZYKA: Alexandre Desplat