Kariera Taika Waititi nabiera przyśpieszenia. Po rewelacyjnym i odświeżającym motyw wampirów Co robimy w ukryciu, po drodze do realizacji Thor: Ragnarok wyreżyserował Hunt for the Wilderpeople – niezwykle ciepłą, humorystyczną i pełną pozytywnych bodźców historię dwojga ludzi zmuszonych przeżyć w nowozelandzkim buszu. Waititi ma znakomite wyczucie i lekkość w opowiadaniu historii, a znakomite zdjęcia przyrody cieszą oko. Całość powstała na podstawie powieści Barry’ego Crumpa Wild Pork and Watercress, a film miał swoją premierę na festiwalu Sundance, co już powinno być samo w sobie najlepszą rekomendacją. Szkoda tylko, że nie doczekał się premiery w naszym kraju, choć jak przyjrzymy się liście dobrych filmów ominiętych przez rodzimych dystrybutorów okazuje się, że Hunt for the Wilderpeople raczej samotność nie grozi, co w jeszcze większym stopniu smuci. 

Ricky (debiutujący Julian Dennison) wydaje się typowym chłopakiem. No prawie. Ma totalnego fioła na punkcie hip-hopu, jego marzeniem jest zostać gangsterem i sprawia problemy wychowawcze do tego stopnia, że w ośrodku wychowawczym mają go dosyć. Jednak znajdują się desperaci, którzy chcą go przyjąć do siebie i pokochać. Przynajmniej jedno z nich – Bella (Rima Te Wiata) od samego początku darzy go uczuciem i skupia na nim całą swoją uwagę, nawet wbrew temu, że Ricky ma to gdzieś. Jej mąż Hec (Sam Neill) jest skupionym na sobie mężczyzną i traktuje młodego z nie tyle obojętnością, a z pogardą. Jednak pewne okoliczności sprawiają, że ląduje z Rickiem w buszu, gdzie będą zmuszeni współpracować by przeżyć, a to nie jedyne ich zmartwienie, bo ich tropem podąża policja i opieka społeczna przekonani, że chłopak został porwany i wykorzystany. 

Waititi bazuje na motywie dwóch trudnych i różnych od siebie charakterów i serii nieporozumień. Świetnie to działa w połączeniu z survivalowym i przygodowym charakterem filmu. To trochę taki Odlot, tylko dla nieco starszych. Tak piękna sceneria jest wręcz idealnym miejscem dla przygody życia, a tym niewątpliwie jest historia Rickiego i Heca. Sytuacja, w której się znaleźli siłą rzeczy zbliża ich do siebie, zaczynają być od siebie zależni, a cała relacja dostarcza wielu sytuacji humorystycznych. Jednak to humor inteligentny, nienachalny i jest właściwie obecny przez cały czas, głównie za sprawą świetnych dialogów. Waititi całą historię traktuje z lekkim przymrużeniem oka i należy się przyzwyczaić do zasad panujących w filmie, ale porusza też tematy nieco poważniejsze od dojrzewania, przez akceptację do ufności i zrozumienia. Siła charakteru, upór obydwu nie ułatwia im przeprawy, ale każdy z nich na bieżąco się uczy i wyciąga wnioski. Wspaniałą pracę wykonali aktorzy i choć do poziomu starego wyjadacza Sama Neilla jesteśmy przyzwyczajeni to Julian Dennison dotrzymuje mu aktorskiego kroku i błyszczy w każdej scenie w której się pojawia. Tworzą zabawny i pasujący do siebie duet co jest siłą całego filmu i też dzięki temu staje się emocjonalny. W Hunt for the Wilderpeople fabuła jest dobrze skonstruowana i dzięki wątkowi pościgu tempo akcji nie siada, a w pewnym momencie dochodzi do samochodowego pościgu rodem z Szybkich i wściekłych

Warto pochwalić produkcję za wspaniałe zdjęcia i żywą, energiczną muzykę, która daje porządnego pozytywnego kopa. Hunt for the Wilderpeople to uroczy film, który potrafi poruszyć i w odpowiednim momencie wzruszyć. Nie jest może aż tak dobry jak Co robimy w ukryciu, ale to kawał dobrego kina i jedna z najlepszych komedii 2016 roku. Waititi za to potwierdza swój talent i chyba nikt nie może mieć wątpliwości co do słuszności decyzji zatrudnienia go w uniwersum Marvela. Pozostaje tylko pytanie, jak sobie poradzi na planie blockbustera, gdzie reżyser nie ma zbyt dużej wolności artystycznej. Obojętnie jak będzie, liczę, że Nowozelandzki reżyser poradzi sobie z wyzwaniem. 

OCENA: 8/10

TYTUŁ: Hunt for the Wilderpeople
PRODUKCJA: Nowa Zelandia 2016
REŻYSERIA: Taika Waititi
SCENARIUSZ: Taika Waititi
OBSADA: Sam Neill, Julian Dennison, Rima Te Wiata
MUZYKA: Lukasz Buda, Samuel Scott
ZDJĘCIA: Lachlan Milne