Kocham filmy o Bondzie, szczególnie te z lat 60-tych i 70-tych, które były na swój sposób magiczne i tak je pamiętam, a gdy do nich wracam to czuję się najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Wiecie, o co chodzi. Podobne odczucia miałem oglądając Kingsmana, hołd dla filmów o agencie 007, traktujący go z należytym szacunkiem, ale też dorzucający swoje 3 grosze: widowiskowe, niezwykle pomysłowe, szyte na miarę XXI wieku. Kingsman: Tajne służby to druga ekranizacja (po Kick-ass) komiksu Marka Millara, którą wyreżyserował Matthew Vaughn i zrobił to świetnie. Bondowski klimat wprost wylewa się z ekranu, są ultranowoczesne gadżety, absurdalne akcje, piękne kobiety i superzłoczyńca ze swoją zabójczą prawą ręką. Byłem autentycznie wstrząśnięty, ale niezmieszany tym, jak wielką zabawę dostarczył mi ten film.

Kingsman to niezależna międzynarodowa agencja szpiegowska, a jednym z najlepszych agentów jest Harry Hart AKA Galahad (Colin Firth), którego zadaniem jest rozpracowanie Valentine’a (Samuel L. Jakckson) – Steve’a Jobsa na sterydach chcącego dla dobra planety zmniejszyć jej populację, więc wprowadza ekstremalny plan, który rzekomo ma rozwiązać problem ze zmianami klimatycznymi. Hart dodatkowo ma na głowie znalezienie i wyszkolenie swojego następcy, a wybór pada na Eggsy’ego (Taron Egerton), błyskotliwego złodziejaszka, który spryt i radzenie sobie z przeciwnościami rozwinął na ulicy w patologicznym środowisku.

Od pierwszych minut już wiemy, z jaką produkcją będziemy mieć do czynienia. Z autoironiczną, stojącą na granicy pastiszu, z domieszką brytyjskiego humoru, mającą kolosalną ilość odniesień do filmów szpiegowskich. Nie sposób zliczyć mrugnięć oczkiem do widza, a to wszystko buduje pozytywny odbiór filmu i cieszy, co było zamierzeniem tej produkcji. Vaughn z premedytacją bawi się z widzem, a ten klaszcze i potakująco kiwa głową. Reżyser robi to w swoim stylu, co szczególnie widać przy scenach akcji, gdzie nie ucieka od przemocy, której jest sporo, a w paru scenach krew gęsto tryska. Podobnie było z Kick-assem, gdzie raczej nie owijał w bawełnę. Tu także choreografia jest świetna, a już majstersztykiem jest jatka w kościele, którą można zapętlić i oglądać cały dzień. Hart walczy z kilkudziesięcioma ludźmi, a kreatywność twórców tej rzeźni stoi na najwyższym poziomie. Podobnie jest z finałem, który jest klasyczny, ale niezwykle dynamiczny.

kingsman

Całość dostarcza świetnej rozrywki, ale to także duża zasługa obsady, która pasuje do filmu jak ulał. Brytyjski oddział wyjadaczy: Firth, Caine, Strong, czy Samuel L. Jackson, który bawi się rolą, jak mało kto, zmieszani  z młokosami, jak Egerton, Cookson, czy Boutella to mieszanka wręcz wybuchowa. Zagrali z odpowiednim luzem, świadomi tego, w jakiej produkcji biorą udział, co wypada tylko pochwalić. Jak wspomniałem zabawa na całego.

Ewidentnie muszę dodać, że oprawa audio-wizualna stoi na bardzo wysokim poziomie, do czego już nas Vaugh przyzwyczaił, z szczególnym wskazaniem na ścieżkę dźwiękową, która po prostu wymiata. Ekscytujące widowisko, które dostarczyło mi rozrywki tak wspaniałej, że nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze bawiłem się w kinie. Kingsman jest nieustannie pomysłowy, zabawny i z masą fajerwerków (dosłownie). To film, do którego będę wracał z nieskrywaną przyjemnością i już czekam na drugą część, choć szkoda, że już bez Vaughna, który nie realizuje sequelów. Swoje zrobił obierając inny kierunek dla filmów szpiegowskich. Tak, to godny następca agenta 007 w XXI wieku, brutalnie dobry Kingsman.

OCENA: 8/10

TYTUŁ: Kingsman: Tajne służby / Kingsman: The Secret Service
PRODUKCJA: USA 2014
REŻYSERIA: Matthew Vaughn
SCENARIUSZ: Matthew Vaughn, Jane Goldman
OBSADA: Taron Egerton, Colin Firth, Samuel L. Jackson, Michael Caine, Mark Strong, Sofia Boutella, Sophie Cookson
ZDJĘCIA: George Richmond
MUZYKA: Matthew Margeson, Henry Jackman