Angelina Jolie potwierdziła to, czego się spodziewałem. Jest dużo lepszą aktorką niż reżyserką i choć chciałaby odnieść sukces również na tym polu, musi na niego poczekać. Musi się sporo nauczyć, bo Niezłomny ma momenty, bo całość mocno przeciętna, a nominacja do Oscara tylko potwierdza odlot, w jakim się znajdowali członkowie Akademii przy tym wyborze. Jolie udowodniła, że mając epicką historię, scenariusz, który współtworzyli Coenowie(!) można zrobić nudny film. Brawurowo. Zresztą jej debiut Kraina miodu i krwi, również nie był najwyższych lotów i przez te kilka lat nie wyciągnęła wniosków. Szkoda.

Niezłomny oparty jest na życiu Louisa Zamperiniego, olimpijczyka, który podczas wojny przeżywa prawdziwe piekło. Dryfował, jako rozbitek przez kilka tygodni, by później trafić do japońskich obozów jenieckich. Jolie skacze po historii, chaotycznie dodam, pokazując dzieciństwo, ale głownie skupia się na czasach wojny i pobycie w obozach. Urywa, co najciekawsze wątki, jedyne, które mają jakiekolwiek emocje, bo ogólnie Niezłomny jest z nich obdarty. Za to polany patosem, który jest dość irytujący, a dodając do tego dialogi, które są po prostu słabo napisane, można mówić o jednym z największych rozczarowań w tym roku.

niezlomy2

Rozumiem i wierzę, że Jolie miała dobre chęci, szczególnie, jeśli chodzi o walkę o Oscary, ale zachłysnęła się postacią. Stworzyła pomnik, ale ckliwy i przewidywalny. Zamperini wpada w tarapaty, udręczony fizycznie i psychicznie wydostaje się z nich, po czym wpada w kolejne i tak w kółko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale każdy ‚rozdział’ charakteryzuje się brakiem rozwinięcia, skupienia i spójności. Co najważniejsze, gdy już wydaje się, że historia staje się interesująca, Jolie ją drastycznie ucina. Właściwie dzięki paru przebłyskom byłem w stanie dotrwać do końca. Jeśli zaś chodzi o samą postać Zamperiniego, jest pokazany, jako właściwie ideał, a jego brak sprzeciwu, czy przyjęcie nawet najgorszego z największą pokorą jest zastanawiające. Męczennik, z którego Jolie z uporem maniaka stara się zrobić świętego. Zresztą w całym Niezłomnym wątek religijny przewija się przez cały film, kończąc go, daje jasne nawiązanie do Jezusa. Niby próbuje przez jego sferę duchową wytłumaczyć jego niezłomność, ale brakuje jej odpowiedniej wrażliwości. Dramatyzuje i interpretuje nadzwyczajnie często, w czym pomaga jej pompatyczna muzyka.

Aktorsko bywa dobrze, czy nieźle, ale można było wyciągnąć dużo więcej, tym bardziej mając tak utalentowanych aktorów. Jednak Jack O’Connell w roli Zamperiniego, Domhnall Gleeson w roli jego kumpla, czy Takamasa Ishihara w roli nemesis i sadystycznego dowódcy obozu (trochę groteskowy) pasują do tego filmu. Szczególnie O’Connell wypada autentycznie, choć czasami próbuje dać więcej niż może. Dość mocno zawiodłem się na Rogerze Deakinsie, którego zdjęcia są mocno przeciętne, a nie muszę nikogo uświadamiać, co potrafi. Podsumowując, Angelina Jolie zrobiła kiepski film, a jej brak pomysłu aż razi z ekranu. Niezłomny jest ograniczony w wielu aspektach, a jej płytka wizja i chęć za wszelką cenę zrobienia wyciskacza łez przyniosło odwrotny efekt. Miało być epicko, a wyszło słabo. Potraktowanie tej historii po łebkach jest niewybaczalne, ale muszę przyznać, że Jolie jest ambitna i prędzej, czy później powinno jej się udać. W każdym razie czeka ją długa droga, a Louis Zamperini po prostu na taki film nie zasłużył.

OCENA: 5/10

TYTUŁ: Niezłomny / Unbroken
PRODUKCJA: USA 2014
REŻYSERIA: Angelina Jolie
SCENARIUSZ: Joel i Ethan Coen, Richard LaGravenese, William Nicholson
OBSADA: Jack O’Connell, Domhnall Gleeson, Takamasa Ishihara, Garrett Hedlund
ZDJĘCIA: Roger Deakins
MUZYKA: Alexandre Desplat