Okja to film o superświni. Tak, dobrze przeczytaliście – superświni. Produkcja Netflixa została pokazana na tegorocznym festiwalu w Cannes, gdzie została przed seansem wybuczana, gdyż nie jest filmem wyświetlanym w kinach i choć to ciekawy i warty do rozwinięcia temat to w tym momencie jest drugorzędny. Najważniejsze jest jednak to, czy film ma odpowiednią jakość. Historia przyjaźni zwierzęcia i 13-letniej dziewczynki jest niezwykle urocza i wzruszająca, a jakby tego było mało, potrafi rozbawić, a i momentami przerazić. Okja na pierwszy rzut oka może przypominać familijną produkcję, ale taką nie jest i nie polecam tego tytułu dla młodszej widowni, przynajmniej nie bez rodziców. Reżyser Joon-ho Bong (świetny Snowpiercer: Arka przyszłości) przy okazji poddaje pod (celną) krytykę korporacje chemiczne stawiające na modyfikowaną żywność, obrońców praw zwierząt, show-biznes, celebrytów i samych konsumentów. Bong z lekkością miesza gatunki, trzymając fabułę w ryzach do samego zakończenia, a w dodatku trudno nie docenić efektów specjalnych i mocnej obsady z głośnymi nazwiskami: Tilda Swinton, Jake Gyllenhaal, czy Paul Dano.

Akcja filmu dzieje się w świecie, w którym są olbrzymie problemy z żywnością, więc korporacja Mirando pod rządami Lucy (Tilda Swinton) przedstawia plan poradzenia sobie z głodem milionów ludzi. 26 stworzonych genetycznie świń trafia na 10 lat do losowo wybranych hodowców na całym świecie. Szybko ten okres mija i przenosimy się do Korei, gdzie poznajemy tytułową świnię i jej opiekunów: Miję (Seo-hyeon Ahn) i jej dziadka (Hee-Bong Byun). Pierwsze sceny są wręcz bajkowe: piękne krajobrazy i beztroska zabawa dziewczynki z olbrzymim zwierzęciem od razu przypomina igraszki Mowgliego z Baloo z Księgi dżungli. Sama Okja będącym krzyżówką hipopotama ze świnią, a zachowującej się jak pies od razu budzi sympatię. Trudno nie polubić tej pary. Idylla nie trwa jednak wiecznie i przy domku pojawia się korporacja na czele z zoologiem – celebrytą (Gyllenhaal), by odebrać swoją własność i przetransportować ją na festiwal w Nowym Jorku. Młoda Mija jednak się nie poddaje i zabierając swoje oszczędności wyrusza w pościg, by uratować Okję. Jej droga krzyżuje się z grupą walczącą o prawa zwierząt pod dowództwem spokojnego Paula Dano, którzy mają dość kontrowersyjnie sposoby na walkę z systemem i też (jakżeby inaczej) mają swój plan wobec zwierzęcia.

Reżyser pokazuje świat, w którym każdy ma jakiś interes i rzadko działa zgodnie z zasadami, by osiągnąć swój cel. Firmy giganty, które pod pretekstem czynienia dobra tak naprawdę chcą tylko zarobić. Zabawnie słucha się korpogadki i inspirujących przemówień z ust groteskowej Lucy, a Swinton i jej wykreowany wizerunek pasuje tu jak ulał. To samo dotyczy Gyllenhaala i jego zoologa, który zachowuje się mocno nienormalnie, a szarża aktora w każdej scenie pokazuje jak wiele radości sprawiła aktorowi ta rola. Z miłośnika zwierząt z własnym programem stał się alkoholikiem niegodnie się zachowującym w stosunku do nich, a to wszystko po to, by nie zniknąć z rankingów popularności. Każda z postaci nakreślona jest grubą kreską, ale są wyraziste i sprawdzają się w tej fabule. Nie dziwi fakt, że w tak szalonym towarzystwie Mija wygląda na zagubioną. To tylko pozory, bowiem wychowana w górach dziewczyna jest twardą osobą i jej determinacja jest godna podziwu. Jako jedyna działa z dobroci serca, niezakłamanych chęci i jak nietrudno zgadnąć – wybija się tutaj na pierwszy plan, za co należą się słowa uznania dla młodej aktorki.

Okja przez cały film ma równe, szybkie tempo, a przecinające się ze sobą gatunki tworzą spójną i interesującą produkcję. Można by rzec, że produkcja Netflixa to połączenie poprzednich filmów reżysera – wspomnianego Snowpiercera: Arki przyszłości oraz The Host: Potwór. Netfix mu zaufał i dostał swobodę twórczą, za co pięknie podziękował tworząc świetny film, choć są momenty, w których zapala się czerwona lampka (świnia strzelającą bobkami). Możliwe, że na początku może to wytrącać, ale ta lekkość pasuje do obranej konwencji. Atutem filmu jest też to, że Bong sprawnie potrafi połączyć dwie cywilizacje, tę azjatycką z zachodnią i ta druga nie wypada zbyt dobrze, a granica pomiędzy nimi jest bardzo widoczna. Reżyser nie próbuje się bawić w tanie moralizatorstwo, a przesłanie wielkie jak tytułowa superświnia jest jasne i zrozumiałe. Okja z pewnością jest jedną z najlepszych produkcji pełnometrażowych Netflixa i wypada wierzyć, że kolejne ich produkcje będą przynajmniej trzymały poziom tego filmu, z czym dotychczas różnie bywało. Okja natomiast jest piękna i bezpretensjonalna, a przez to zapewnia solidną rozrywkę.

OCENA: 7/10

TYTUŁ: Okja
PRODUKCJA: USA, Korea Południowa 2017
REŻYSERIA: Joon-ho Bong
SCENARIUSZ: Joon-ho Bong, Jon Ronson
OBSADA: Seo-hyeon Ahn, Paul Dano, Jake Gyllenhaal, Tilda Swinton, Lily Collins
ZDJĘCIA: Darius Khondji
MUZYKA: Jaeil Jung