Patrząc na filmografię Patryka Vegi można odnieść wrażenie, że to typowy przypadek reżysera, któremu udał się jeden film i  zbudował na nim swoją markę. W tym przypadku był to Pitbull, za to później doświadczył bolesnego zjazdu gołą dupą po nieoszlifowanej desce – Ciacho, Hans Kloss, czy Last Minute. Te filmy wykorzystywane jako narzędzie tortur szybko znalazły uznanie wśród przesłuchujących, natomiast nie u widzów i krytyków. Wreszcie reżyser postanowił wrócić do korzeni – kina kryminalno – policyjnego, kina, w którym czuje się najlepiej. Jego najnowsza produkcja Służby specjalne nie jest produkcją wybitną, ba, nawet dobrą, ale można uznać ją za udaną, a przede wszystkim kontrowersyjną i szeroko komentowaną. Vega „luźno” oparł wątki fabularne o popularne w naszym kraju wydarzenia polityczne, co było sprytnym zabiegiem i sposobem na zapełnienie kabzy producentom. Już zwiastun pokazał, że będzie brutalnie, wulgarnie i bezceremonialnie, ale czy się udało? I tak i nie, ale o tym poniżej.

Cały film podzielono na odcinki – akcje służb specjalnych, co po kilkunastu minutach może irytować, gdyż na pozór nie zawiązuje się z nich żaden konkretny wątek główny. Tym bardziej, że trąci to pseudo – dokumentem, co mnie zaniepokoiło i ostro zmartwiło do tego stopnia, że poważnie się zastanawiałem, jaki jest w tym wszystkim sens. Oczywiście, jest to ciekawe, szczególnie od strony organizacji, planowania, czy wykonania misji, ale też pozbawione większej dawki napięcia, czy emocji, bo przecież są  to sprawy, które wszyscy znamy z wiadomości, gazet, bo był wokół nich szum. Wiemy jak się skończą. Na szczęście w pewnym momencie rozwinęły się historie głównych bohaterów i film na tym zyskał. Vega podkreśla, że wydarzenia, czy postacie są „przypadkowe”, więc mamy „przypadkowo” ludzi wyglądających jak Blida, Lepper, Macierewicz, czy Giertych. Ciekawe rozwiązanie marketingowe pozwalające „by o filmie się mówiło” – teorie spiskowe przeważnie się sprzedają. Uważam, że film mógłby się obronić bez tego, bo Vega stworzył świetnych bohaterów i to największy plus filmu.Służby-specjalne-2

Poznajemy ich powoli, ale są to postacie z krwi i kości, wielowymiarowe, mające swoją przeszłość, swoje słabości i przyszłość, niekoniecznie kolorową. Pokazane są ich obawy, lęki i demony, podejście do pracy i ciągnące się za tym konsekwencje. Ola Lach, pseudonim „Białko” (kapitalna metamorfoza Olgi Bołądź) to była funkcjonariuszka ABW, typ twardej kobiety dostosowanej do życia w świecie mężczyzn, która jest zamknięta w sobie, a jej najlepszym jedynym kolegą jest sprzedawca w sklepie z używkami. Jej celem w życiu wydaje się zemsta na ojcu, który ją katował w młodości, co znalazło odzwierciedlenie w jej nieufności w stosunku do mężczyzn. Drugim bohaterem jest Janusz Cerat (Wojciech Zieliński) były wojskowy, weteran wojny w Afganistanie. On z kolei wydaje się najspokojniejszy z nich wszystkich, próbujący ułożyć sobie rodzinne życie z żoną Asią (Kamilla Baar) starając się o dziecko, później o adopcję. I wreszcie ten trzeci, absolutna gwiazda filmu, istny dynamit – Marian Bońka (Janusz Chabior), były esbek dręczący księży, wulgarny i przy tym niezwykle zabawny (przy jego kwestiach sala wybuchała śmiechem). On z kolei walczy z rakiem, a co za tym idzie z polską służbą zdrowia, próbujący odnaleźć Boga, by rozliczyć się przed śmiercią i uspokoić sumienie. Janusz Chabior zagrał niesamowicie, jest to jedna z najlepszych męskich ról w ostatnim czasie. Na niego się czeka, na każdą kwestię, na każde przekleństwo, siarczyście wypowiadane przez jego bohatera, istnie kosmiczna rola, która napędza ten film, niczym paliwo rakietowe w Oplu Astra. To jego wątek jest najciekawszy i śledzi się go z największym zainteresowaniem.

Co ciekawe, drugi plan wygląda nieco słabiej i choć Baar, Frycz, Grabowski, Lubos, czy Kulesza gwarantują poziom to reszta to cyrk na kółkach. Mogę przełknąć naturszczyków, ale są tam aktorzy, którzy tak partaczą, że głowa boli. Sztuczne kwestie bezpłciowo wypowiadane na poziomie Trudnych spraw, czy Pamiętników z wakacji. Jest to dość niezamierzenie zabawne i już do końca nie mogłem się przeskoczyć tej cienkiej granicy między zaangażowaniem, a zażenowaniem.

I choć jak napisałem we wstępie Służby specjalne są niezłym filmem, to nie sposób nie wspomnieć o chaotycznym i dość słabo napisanym scenariuszu przez Patryka Vegę. Czasami wieje nudą i przewidywalnością, ale warto pochwalić końcówkę, która jest bardzo dobra. Sama reżyseria również nie jest najwyższych lotów i choć nie można mu zarzucić dobrych chęci to idealnie wpisał się w szablon typowego polskiego reżysera. Zero kreatywności, czy próby zrobienia czegoś inaczej niż zwykle, bo stopklatek z tłumaczeniem slangu nie można nazwać żadną innowacją. Jest ich sporo, ale ułatwiają zrozumienie slangu, jakim posługują się bohaterowie. Z drugiej strony rozumiem, że dla niektórych może to być ciężkie do zniesienia, tym bardziej, że graficznie daleko od subtelności. Warto za to podkreślić rozmach, gdyż zdjęcia kręcono również w Afganistanie, Włochach, czy na Łotwie, a wszystko to okraszone solidnymi zdjęciami Mirosława Brożka.Służby-specjalne-131

Patryk Vega w swoim filmie pokazuje Polskę szpetną, krytykuje system, media, opiekę społeczną, lecz nie ma takiego pazura, jaki ma Smarzowski i dużo mu do niego brakuje. Ewidentnie też próbował wyciągnąć trochę od Pasikowskiego i tu już był bliżej, choć do Psów, do których Służby są porównywane jednak brakuje. Reżyser Ciacha poruszył kwestie moralności, braku skrupułów, kłamstwa czy wszechobecnej manipulacji i choć próbuje przemycić pozytywy, to giną gdzieś w lesie patologii. Nawet, gdy pojawia się iskierka normalności to jest najzwyczajniej w świecie brutalnie gaszona.

Służby specjalne, są więc takim miszmaszem, bo mają dobre, ale i złe strony (chyba jest ich więcej). Są ciekawi bohaterowie, świetnie zagrani, są ich „akcje”, które ogląda się z zainteresowaniem, a widzowi pozostają kłębiące się myśli, czy to możliwe, by tak w Polsce działać i w tym swój film spełnia swoją rolę, jednak w pozostałych kwestia jest dostatecznie, czy nawet miernie i nie jestem w stanie ocenić tego filmu na więcej niż niezły. Ekwilibrystyczna próba reżysera, który wreszcie zrobił  nie – gówniany – film, ale czy można po takich chałturach od razu wskoczyć na dobry poziom? Przykład Służb specjalnych pokazuje, że nie można.

TYTUŁ: Służby specjalne
PRODUKCJA: Polska 2014
REŻYSERIA: Patryk Vega
SCENARIUSZ: Patryk Vega
OBSADA: Olga Bołądź, Janusz Chabior, Wojciech Zieliński, Andrzej Grabowski, Agata Kulesza, Jan Frycz, Kamilla Baar, Eryk Lubos, Wojciech Machnicki
ZDJĘCIA: Mirosław Brożek
MUZYKA: Łukasz Targosz