Po seansie Split mogę przychylić się do dość oklepanej opinii, że M. Night Shyamalan wrócił, chociaż trzeba trzeba jasno zaznaczyć, że już Wizyta z 2015 miała jasne oznaki stopniowego odzyskiwania formy przez hinduskiego reżysera. Split tylko potwierdza, że reżyser jest na najlepszej drodze, by odzyskać zaufanie kinomanów. Miał okres paru lat, w których zrealizował filmy złe, słabe (Ostatni władca wiatru, Zdarzenie) i właściwie już nikt nie wierzył w to, że jest w stanie wyjść z tego twórczego dołka. Poniekąd sam sobie jest winien, przyzwyczajając widzów do twistów, które były oczekiwane w każdym jego filmie jak nominacje do Oscara dla Meryl Streep. Czyli jako pewniak. Wpadł w pułapkę i nie mógł się z niej wydostać, zaczął nagminnie tracić zaufanie publiczności, ale dzięki Split stanął na nogi, realizując swój najlepszy scenariusz od paru lat. Thriller o człowieku mającym 23 odmienne osobowości, który porywa trzy nastolatki, jest jednym z najbardziej interesujących i intrygujących pomysłów reżysera Szóstego zmysłu, ale przede wszystkim należy docenić koncept w jakim go zrealizował. Koncept, który się zmienia w dosłownie ostatniej scenie filmu. Genialne posunięcie powodujące totalne zaskoczenie, ale nie aż tak genialne jak gra Jamesa McAvoy’a, który fenomenalnie wcielił się postać głównego bohatera.

Kevin cierpi na zaburzenie zwane osobowością mnogą lub wieloraką. I choć w Split nie są pokazane wszystkie, to dostajemy parę całkowicie od siebie różnych i ciekawych postaci. Jest Barry projektant mody, który chodzi do terapeutki, 9-letni chłopiec, przesadnie pedantyczny Dennis i Patricia. Kobieta która utrzymuje, że dziewczyny są potrzebne do zaspokojenia potrzeb dwudziestej czwartej osobowości – Bestii. W momencie, kiedy dziewczyny zdają sobie sprawę, z kim mają do czynienia oczy wylatują im z orbit. Uprowadzone nie mogą liczyć na Liama Neesona, ale od razu podejmują walkę, próbę ucieczki. I choć dwie dziewczyny są dość stereotypowe – popularne szkolne gwiazdki, to ta trzecia Casey (Anya Taylor-Joy) – zamknięta w sobie outsiderka zachowuje spokój i próbuje wykorzystać osobowość 9-letniego chłopca do ucieczki. Shyamalan tworzy gęsty klimat, a klaustrofobiczne wnętrza mu w tym pomagają. Psychologiczny thriller pełną gębą i nie byłoby w tym nic złego, gdyby cała akcja umiejscowiona była w stęchłym budynku, ale reżyser Niezniszczalnego go opuszcza głównie dla wątku z Dr Fletcher (świetna Betty Buckley), czy retrospekcji traumatycznych przeżyć Casey. Sceny te są oczywiście potrzebne, ważne dla całej historii, szczególnie te poświęcone pani doktor, jednak gubi się przy tym tempo całego filmu, wręcz niwelując wcześniej doskonale budowane napięcie.

Shyamalan, który sam napisał scenariusz od samego początku wiedział, jak zabawić się z widzem. Popkulturowe odniesienia i trend nie są mu obce i wykorzystał jak tylko mógł swój pomysł – dość karkołomny i odważny – ale opłacalny (to już wiadomo). Równie dobrze mógłby być gwoździem do trumny reżysera nazywanego następcą Hitchcocka (po Szóstym zmyśle). Shyamalan stworzył niejednoznaczny świat, który bazuje na oczekiwaniach, ale zręcznie się z nich wymigując dzięki bohaterowi McAvoy’a. To on jest w centrum akcji, on ją napędza i dzięki niemu staje się niezwykle interesująca. Potencjał fabularny w tym przypadku był wręcz nieograniczony i nawet miałem wrażenie, że Shyamalan celowo ograniczył głównego bohatera.

James McAvoy jest fantastyczny i po seansie nie jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli. Absolutne zaufanie ze strony reżysera zaprocentowało, a brytyjski aktor odpłacił się totalnie odjechaną rolą, która na długo pozostanie w pamięci. McAvoy zmienia osobowości jak rękawiczki, a najlepszym potwierdzeniem są sceny, gdy robi to w sekundę. Zmieniająca się mimika, gesty, sposób mówienia są po prostu imponujące. W wielu momentach widać przeszarżowanie i grubymi nićmi szyte charaktery, ale ogląda się go z fascynacją. Jest to jednak potrzebne, by bez większych problemów rozpoznać daną postać. Z pewnością to jeden z najważniejszych powodów, dla których warto ten film obejrzeć. W przypadku aktorów trudno pominąć Anyę Taylor-Joy (The Witch) o której można już mówić jako objawieniu aktorskim w Hollywood i choć na razie sprawdza się w kinie grozy, niewątpliwie warto się jej karierze przyglądać. Jej bohaterka jest dziwnie spokojna i bezbronna, jednak potrafi wzbudzić niepokój. Jej częste relacje z osobowościami Kevina są jednymi z najlepszych scen, tym bardziej że w niektórych ocieramy się o groteskę.

Split jest produkcją, która w pewien sposób może zostać brutalnie zweryfikowana przez końcówkę, czego najnowszym dowodem jest Cloverfield Lane 10 i fabularna rewolta w ostatnich minutach filmu. To film, który przez samą końcówkę może zdmuchnąć czar, na który pracował, ale to rozwiązanie powinno mieć więcej entuzjastów niż zawiedzionych. Shyamalan swoim zabiegiem (piszę to z uśmiechem na ustach) pokazał, że jest jeszcze w stanie zaskoczyć widza i nieco odświeżyć gatunek. Split choć nie jest bez wad, to w ogólnym rozrachunku jest niezłym filmem i dobrą zabawą.

OCENA: 7/10

TYTUŁ: Split
PRODUKCJA: USA 2016
REŻYSERIA: M. Night Shyamalan
SCENARIUSZ: M. Night Shyamalan
OBSADA: James McAvoy, Anya Taylor-Joy, Betty Buckley, Haley Lu Richardson, Jessica Sula
MUZYKA: West Dylan Thordson
ZDJĘCIA: Mike Gioulakis