Brytyjski Bronson, hiszpańska Cela 211, czy włoski Prorok są z pewnością jednymi z najciekawszych filmów więziennych ostatnich lat. Mają ciekawych i nietuzinkowych bohaterów, oraz potrafią w miarę realnie pokazać życie za kratkami, nie wzbraniając się od brutalności i wulgarności. Z pewnością Starred Up czerpie z każdego z nich po trochu, ale w żadnym wypadku nie działa to na niekorzyść obrazu. Wręcz przeciwnie, reżyser David Mackenzie wciska gaz do dechy już na starcie i nie zwalnia do mety czyniąc z tego filmu nie lada gratkę nie tylko dla fanów gatunku, ale dla każdego, kto potrafi docenić dobre bezpretensjonalne kino. W dodatku to one man show, bo tak trzeba nazwać rolę Jacka O’Connella, który bardzo naturalnie wcielił się w Erica, nastolatka o niepohamowanym gniewie i złości.

Eric, bo na nim opiera się cała historia od najmłodszych lat szukał guza i jak się okazywało często go komuś nabijał, za co trafiał do niejednego ośrodka poprawczego. Jednak w wieku 19 lat, w wyniku jego ciągłych ataków gniewu został przeniesiony do więzienia dla dorosłych o zaostrzonym rygorze, gdzie od dobrych kilkunastu lat siedzi jego ojciec, Neville (dobry jak zwykle Ben Mendelsohn). Jak łatwo się domyślić, ich relacja nie należy do najprostszych, Eric wydaje się chciałby z ojcem porozmawiać, zacieśnić więzy, czego nie ułatwia mu ojciec, chociaż próbuje go nauczyć „życia” w specyficznym środowisku. Obaj mają problem z poskromieniem swojego temperamentu, choć to młody daje tu popis za popisem i nieważne czy współwięzień, czy strażnik, chciałby napieprzać wszystkich. Czy zostanie skopany, czy zadźgany nie robi na nim wrażenia, a gdy znajduje się w sytuacji podbramkowej, gdy okładają go strażnicy postanawia brawurowo jednego ugryźć w przyrodzenie. Szalony typ, ale inteligentny jak Bronson Hardy’ego, który mógłby być jego idolem i wzorem do naśladowania. Jack O’Connell zagrał zachwycająco w roli Erica. Pozornie spokojny, wyciszony i stroniący od rozmów pod płaszczykiem kryje furiata zdolnego do wszystkiego. Na drugim biegunie mistrz drugiego planu, Ben Mendelsohn, który aktorsko go wspiera jak może, ale to O’Connell niesie na barkach film, to on tu jest gwiazdą i bezsprzecznie najlepszym ogniwem obsady.

David Mackenzie świetnie oddał klimat więzienia, pokazał podziały, układy i grupki, co dodaje niewątpliwie realistycznego wydźwięku. Warto podkreślić, że lwią część pracy wykonał operator kamery, który za szaro niebieskimi barwami oddał charakter miejsca. Jedynym kolorowym miejscem jest cela Erica, która kapitalnie kontrastuje z resztą otoczenia. Przez cały czas czujemy napięcie, szczególnie, kiedy przypuszczamy, że zaraz Młody eksploduje i zacznie bezceremonialnie okładać kolejne swoje ofiary. To oczywiście trzeba traktować z przymrożeniem oka, bo ciężko mi sobie wyobrazić, by taki szczyl nie został od razu sprowadzony na ziemię jakąś kosą zrobioną z maszynki do golenia. Jednak z drugiej strony ma plecy ojca, który w pace zdobył szacunek i jest prawą ręką szefa podziemia, więc nikt nie chciałby z nim zaczynać. Oprócz Nevilla Eric znalazł pomocną dłoń w osobie Olivera (Rupert Friend), terapeutę, który jest wolontariuszem pracującym z grupką więźniów, a sceny w salce należą do najlepszych w całym filmie. W ogóle dialogów jest bardzo mało i w większości gra opiera się na grze ciałem, co tylko udowadnia jak bardzo udany casting mieli spece od doboru obsady. Wszyscy, bowiem wypadli przekonująco i cieszą nawet role drugoplanowe.

Ojciec – syn, ileż to już mieliśmy filmów o tej relacji? Mnóstwo i choć w Starred Up ten wątek nie jest odkrywczy, czy ponadprzeciętnie interesujący Mackenzie potrafił wyciągnąć z niego maksimum. Prosta historia wpleciona w fabułę, która rozwija się bardzo dobrze, a całość jest więcej niż satysfakcjonująca, też dzięki zachwycającej narracji. Reżyser zrobił kawał dobrego kina, a Starred Up wpisuje się w czołówkę filmów o tematyce więziennej. Warto wspomnieć, że scenarzystą jest Jonathan Asser, były terapeuta, który niejedno widział i z niejednym typem jak Eric miał do czynienia, co tylko dodaje wiarygodności całej produkcji. Szczery, odważny obraz, który pokazuje charakter brytyjskiego więzienia i grupę mężczyzn, nabuzowanych testosteronem, czy też strażników, którzy się nie patyczkują, bo też nie należą do aniołków, no chyba, że tych upadłych.

Starred Up jest dla mnie zaskoczeniem, bo nie spodziewałem się, aż tak dobrego filmu, który ma tak mało mankamentów, że nawet nie będę o nich wspominał. Szczerze polecam, bo to kolejny świetny film prosto z Wysp i jeszcze raz podkreślę, z niezwykle charyzmatyczną rolą Jacka O’Connella, która szerzej otwiera mu drzwi do Hollywood.

TYTUŁ: Starred Up
PRODUKCJA: Wielka Brytania 2013
REŻYSERIA: David Mackenzie
SCENARIUSZ: Jonathan Asser
OBSADA: Jack O’Connell, Rupert Friend, Ben Mendelsohn
ZDJĘCIA: Michael McDonough
MUZYKA: Tony Doogan