Po premierze Strażników Galaktyki w 2014 świat na ich punkcie oszalał i nie ma co się temu fenomenowi dziwić. Film o bohaterach nieznanych w szerszych kręgach wstrząsnął światem ekranizacji komiksu dzięki świeżości i bezkompromisowej rozrywce, którą dostarczał. I do tego ścieżka dźwiękowa prosto z lat 80. tak idealnie dopasowanej do tego, co dzieje się na ekranie. Sądzę, że nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że Strażnicy Galaktyki to najlepszy film z uniwersum Marvela. I wreszcie po trzech latach (nie wiem, kiedy to minęło) długo wyczekiwany sequel ujrzał światło dzienne. Vol. 2 nie jest tak dobrą produkcją jak część pierwsza, lecz działa na sprawdzonym sequelowym wzorcu, gdzie wszystko co już widzieliśmy i co się nam podobało, zostało podniesione do potęgi. I choć nie zawsze to działa, akurat w przypadku Strażników Galaktyki vol. 2 (przy całej groteskowości i absurdzie) zdaje to egzamin. Poprzeczka została ustawiona niezwykle wysoko i trudno było ją przeskoczyć, głównie przez to, że twórcy nie mieli czym zaskoczyć, a to była siła i moc części pierwszej. Jednak to radosna produkcja i wzór dla niczym nieskrępowanej rozrywki pełnej dystansu, humoru i (dosłownie) wizualnych fajerwerków.

Genezę grupy już poznaliśmy, więc Gunn nie traci czasu i już niemal na napisach początkowych wrzuca nas w wir akcji, kiedy to Strażnicy muszą ukatrupić gigantyczne kosmiczne monstrum przypominające ośmiornicę, co koniec końców im się udaje. Okazuje się, że to zlecenie arystokratycznej rasy, a przy „rozliczaniu” dochodzi do incydentu, który w konsekwencji sprowadzi na awanturniczą drużynę mnóstwo kłopotów. Jakby tego było mało, na ich drodze pojawiają się starzy znajomi Yondu (rewelacyjny Michael Rooker) i Nebula (Karen Gillian) oraz nowi – Ego (Kurt Russell), który okazuje się ojcem Star-Lorda (Chris Pratt), oraz jego asystentka (?) Mantis (Pom Klementieff). Tak naprawdę to fabuła jest prosta, jak budowa cepa i choć jakoś specjalnie to nie razi, to Gunn w paru momentach skręca w niebezpieczne rejony. Na szczęście w odpowiednim momencie zawsze udaje mu się wybrnąć i wynagrodzić fajną sceną czy sekwencją. Film w największym stopniu skupia się na relacji Ego z Star-Lordem, który to poznaje historię swojego ojca i swoje dziedzictwo, ale to oczywiście niejedyny wątek dotyczący relacji głównych bohaterów. Gunn sprytnie rozdzielił Strażników, dzięki czemu otrzymaliśmy kilka równorzędnie prowadzonych motywów. Rocket (Bradley Cooper) z Yondu i Małym Grootem (Vin Diesel) oraz nieco bardziej interesująca toksyczna i dość patologiczna siostrzana relacja Gamory (Zoe Saldana) z Nebulą.

Strażnikach Galaktyki vol. 2 pokazanie tych relacji to właściwie przerywniki i czas na złapanie oddechu przed kolejnymi szaleńczymi sekwencjami akcji. Nawet podczas walki nie unikniemy rozmów i docinków pomiędzy bohaterami, im się po prostu gęba nie zamyka. Każdy z nich ma charakterek i czasami trudno uwierzyć, że są w stanie razem działać, ale to właśnie robią, wzajemnie się uzupełniając. Vol. 2 pogłębił sylwetki postaci i poznajemy ich dużo lepiej, a reżyser świetnie rozdzielił czas pomiędzy wszystkich bohaterów i każdy dostaje swoje 5 minut. To tak świetnie napisane i zagrane postaci, że mogliby siedzieć przy stole i rozmawiać, a oglądałoby się to z tą samą przyjemnością. Dialogi są bardzo dobrze napisane, pełne błyskotliwego humoru i dobrego sarkazmu (szczególnie w wykonaniu Draxa), choć jest kilka żartów, które bardziej powodują zdziwienie niż śmiech.

Mogę pisać o słabszej fabule, o relacjach bohaterów i o nich samych, ale trudno nie wspomnieć o warstwie audiowizualnej, gdzie szaleństwo miesza się z metodą. Seans oglądałem w 3D i jedynie mogę żałować, że nie udałem się do IMAX-a, bo z pewnością byłoby to przeżycie po stokroć większe. Choć w niektórych scenach (szczególnie w finale) paleta barw i chaos mogą wywołać zawroty głowy, to są też bardziej wyważone sceny, jak choćby ucieczka Rocketa, Yondu i Grootka ze statku łowców, która powinna zostać zapamiętana na długo. Gunn w tej kwestii ma wiele do zaoferowania, a towarzyszący przez cały czas absurd w konwencji i pomysłowość reżysera autentycznie mogą zadziwić. Nie ma też co ukrywać, że soundtrack odgrywa ogromną role w odbiorze filmu i w vol. 2 jeszcze lepiej twórcy z tego korzystają, niż w części pierwszej i dostajemy fantastyczny miks muzyki z lat 80.

Strażnicy Galaktyki vol. 2 mają to, czego wszyscy chcieli, czyli wszystkiego więcej. Jest szalona widowiskowość, są ciekawi bohaterowie i feeria barw, a wszystko to staje się niezwykle angażujące. Jeszcze więcej z seansu mogą mieć ci, który wyłapią wszystkie odwołania do popkultury, smaczki i mrugnięcia okiem (Rocketa). Gunn ma ewidentnie patent i przepis na blockbuster idealny i już jestem ciekawy co wykombinuje w trzeciej części, bo tego, że mu się uda jestem pewien. Strażnicy Galaktyki vol. 2 to czysta zabawa znanymi i sprawdzonymi schematami, ale nic w tym złego skoro dostarcza to tak znakomitej zabawy.

OCENA: 8/10

TYTUŁ: Strażnicy Galaktyki vol. 2 / Guardians of the Galaxy Vol. 2
PRODUKCJA: USA 2017
REŻYSERIA: James Gunn
SCENARIUSZ: James Gunn
OBSADA: Chris Pratt, Zoe Saldana, Bradley Cooper, Vin Diesel, Dave Bautista, Michael Rooker, Karen Gillan
ZDJĘCIA: Henry Braham
MUZYKA: Tyler Bates