Poniższa recenzja ukazała się również na portalu film.org.pl,

Seth MacFarlane to bardzo utalentowany człowiek, który słynie z niewybrednego i często wulgarnego humoru, który za sprawą Teda w 2012 pojawił się w świadomości wielu widzów, a jego komedia została dobrze oceniona przez krytyków i zarobiła kupę kasy, więc kwestia sequela była kwestią czasu. Ted 2 już nie ma pieprznięcia jedynki i choć często żarty są powielane, co czyni je nieśmiesznymi, to podczas seansu uważny i obeznany w popkulturze widz znajdzie parę perełek, które powinny zostać w pamięci na dłużej niż powrót do domu z kina. Sequel jak to sequel nie rzuca na kolana, ale jeśli komuś podobała się jedynka, to na dwójce się nie zawiedzie.

Raz, dwa, trzy. Tyle sekund MacFarlane głowił się nad scenariuszem dla swojego kolejnego filmu i dziwi mnie, że tak ogarnięty i kreatywny człowiek (biorąc pod uwagę jego dorobek) nie potrafił wymyślić niczego bardziej oryginalnego. Rozumiem, że to komedia o przeklinającej i jadącej po bandzie przytulance, ale branie się za te same żarty jest lekko żenujące. Jednak największym grzechem jest to, że są niemiłosiernie przeciągane. Ted 2 można porównać do Kac Vegas, gdzie znakomita formuła i pewnego rodzaju zaskoczenie kończy się na części pierwszej.
ted22

Nie mam zamiaru się aż tak pastwić, tym bardziej, że całość w jakiś sposób (czarodziejski) się broni, w dużej mierze dzięki Amandzie Seyfried, która gra prawniczkę amatorkę marychy i dzięki temu idealnie pasuje do pary Ted – John. Świetnie się uzupełniają i tworzą zgrane trio. Aktorka bardzo dobrze zastąpiła Milę Kunis i jak widać znalazła z twórcą Family Guy’a wspólny język realizując dwa filmy w odstępie niecałych dwóch lat. Mark Wahlberg za to sprawia wrażenie zmęczonego rolą, ale to ciągle stary dobry John stanowiący tło do znacznie ciekawszego Teda.

Pomijając już humor, w którym głównym składnikiem są płyny ustrojowe, film ma naprawdę dobre momenty (kapitalna scena trollowania stand-upu). W pewnym momencie, a w szczególności finale jest tak dużo różnych nawiązań i wyśmiewania superherosów z innych produkcji, że widz dostaje oczopląsu. Dużo się dzieje, natomiast miałem wrażenie, że reżyser stara się zmieścić aż nad to odwołań do popkultury, czy satyry na Stany, co się połowicznie udało. Nawet temat równości społecznej i praw obywatelskich, które są wielokrotnie wspominane i stanowią część głównego wątku są  niewykorzystane, a szkoda, bo pole do manewrów jest olbrzymie. Szanuję u MacFarlane’a brak tabu i poprawności politycznej w jego produkcjach, bo ta wdziera się drzwiami i oknami dosłownie wszędzie, ale to nie znaczy, że musi sięgać po najprostsze środki, w myśl zasady zrobić by z(a)robić.

Jest w tym wszystkim jednak coś, co głównie wyznacza, czy komedia jest dobra, czy zła. Tym czymś jest zabawa i śmiech, a tego odmówić Tedowi nie można. Na seansie towarzyszyło mi kilkadziesiąt osób, którzy co chwilę wybuchali śmiechem. Być może spowodowała to atmosfera kina, być może papugowanie w myśl zasady: jeden się śmieje i dziesięciu za nim, ale film spełnił swoją rolę. Osobiście bawiłem się nieźle i choć wiele filmowi można zarzucić, ale co z tego, skoro spełnia swoją rolę i po seansie jest się szczęśliwym jak Ted po spaleniu jointa.

OCENA: 6/10 

TYTUŁ: Ted 2
PRODUKCJA: USA 2015
REŻYSERIA: Seth MacFarlane
SCENARIUSZ: Seth MacFarlane, Alec Sulkin, Wellesley Wild
OBSADA: Seth MacFarlane, Mark Wahlberg, Amanda Seyfried, Giovanni Ribisi
ZDJĘCIA: Michael Barrett
MUZYKA: Walter Murphy