Birdman Alejandro Gonzáleza Iñárritu był filmem budzącym wiele emocji, zbierającym skrajne opinie od zachwytu po totalną krytykę, a wszystko sprowadzało się do tego, że albo się go kocha, albo nienawidzi. Jednak pod względem technicznym był zachwycającą produkcją. Realizując Zjawę reżyser Amores Perros posunął się krok dalej realizując film w ekstremalnie ciężkich warunkach pogodowych, które stanowiły ogromne wyzwanie dla aktorów. Chciał pokazać naturę i oddać jak najlepiej jej piękno, a zarazem surowość i bezwzględność. Historia ukazana w filmie była inspirowana powieścią Michaela Punke dokumentującą prawdziwą historię trapera Hugh Glassa (Leonardo DiCaprio), który oszukał przeznaczenie i stał się prawdziwą legendą.

Lata 20. XIX wieku. Glass należy do grupy Kampanii Futrzarskiej Gór Skalistych, której zadaniem jest polowanie i zdobywanie skór, co w owych czasach było intratnym interesem. Ostra zima nie jest ich sprzymierzeńcem, podobnie jak Indianie, którym nie podoba się obecność białych na ich terenie, więc urządzają im prawdziwą jatkę. Nielicznym udaje się uciec. Podczas postoju Glass zostaje zaatakowany przez niedźwiedzia i ledwo uchodzi z życiem. Jego stan jest na tyle tragiczny, że uniemożliwia dalszy transport, więc grupa pod dowództwem Andrewa Henry’ego (Domhnall Gleeson) postanawia zostawić go pod opieką. Bridger (Will Poulter), John Fitzgerald (Tom Hardy), oraz syn Glassa, półindianin Hawk (Forrest Goodluck) mają przy nim zastać, by w końcu godnie go pochować. Nie wywiązują się z zadania zostawiając Glassa żywego w grobie na pewną śmierć. Ten jednak się nie poddaje i nie tylko podejmuje próbę przetrwania, ale i zemsty.
zjawa3

Zjawa jest filmem wyjątkowym. Wizualnie majestatyczny, naturalistyczny, co czyni go fascynującym, ale fabularnie zwyczajnie prostym. Jedną z gwiazd jest operator Emmanuel Lubezki, który prawdopodobnie dokona rzeczy niebywałej – wygra trzeciego Oscara, pod rząd. W swoim fachu jest magikiem, którego forma jest rozpoznawalna od pierwszych sekund. Niepokojąca atmosfera, cudowne ujęcia przyrody, genialne długie sekwencje, czy to podczas ataku plemienia, czy ataku niedźwiedzia na Glassa zostaną zapamiętane bardzo długo, też dzięki rewelacyjnemu montażowi. Szczególnie ta druga scena jest niezwykle sugestywna, brutalna i przerażająca do tego stopnia, że potrafi zjeżyć włosy na całym ciele i pozostawić widza w bezruchu. Duża w tym zasługa Leo, który wykazał się niezwykłym poświęceniem dla roli i wreszcie powinien odebrać złotego rycerza. Na planie przeżył niejedno, co widać w każdym kadrze i nie zdradzając szczegółów dodam, że większość doceni trud aktora. Fizycznie najbardziej wyczerpująca, w większości gra oparta na mimice (kwestie można policzyć na palcach jednej ręki), ale potrafiąca przekazać więcej niż tysiąc słów.

Antagonistą Glassa jest Fitzgerald, człowiek bezwzględny i gwałtowny, liczący się jedynie z zarobkiem i własnym interesem. Niezwykle intrygujący, mający szaleństwo w oczach i ciekawą historię za sobą, choćby przez  to, że został oskalpowany. Ich relacja, trudna od samego początku wiąże się z odmiennym światopoglądem i sprawia, że ich wrogość wobec siebie jest naturalna. Hardy zagrał świetnie i może nie zaryzykuję stwierdzenia, że kradnie film DiCaprio, ale jest bardzo, bardzo blisko. To przywilej móc pracować z tak świetnymi aktorami, którzy stają na wyżynach swoich umiejętności.

Zjawie Alejandro González Iñárritu pokazuje walkę człowieka z naturą, jej nieustępliwością i dzikością w sposób chyba najbardziej namacalny. W filmie nie ma żadnych niedomówień, wszystko widać jak na dłoni, bez jakichkolwiek półśrodków, co w niektórych momentach może szokować, ale sprawia, że jest niezwykle absorbujące. To poruszające widowisko, bez dwóch zdań, poetyckie w swojej formie i oczywiście jest to najmocniejsza strona filmu. Reżyser od samego początku w historii zawarł też metafizykę i symbolikę, która ciągle przewija się w jego twórczości. Rzeczywistość miesza się z wizjami, które mogą trochę męczyć ze względu na towarzyszący im patos, ale  też w ten sposób Iñárritu pokazuje to, co determinuje Glassa do ciągłej walki. Jest w tym wszystkim coś biblijnego: droga pełna cierpienia, bólu i krwi.

zjawa1

Ponad to reżyser poruszył kwestie moralności czy ksenofobii, które doskonale pokazały nastroje, jakie panowały w czasach działań amerykańskich pionierów. Temat kolonializmu i ich konsekwencji już nie raz były poruszane i choć tutaj stanowi tylko tło, dobrze, że się pojawia. To pokazuje jak pozornie dużo treści przemycił meksykański reżyser w filmie i ile można było z warstwy fabularnej wycisnąć. Szkoda, że fabuła skupia się właściwie tylko na zemście i przetrwaniu, a to odrobinę rozczarowujące.

Zjawa oczywiście nie wszystkim może się spodobać z wielu względów, jednak przestępstwem byłoby jej nie zobaczyć, tym bardziej w kinie. Nie wypada przejść obok niej obojętnie, ponieważ jest doświadczeniem filmowym, które zapada w pamięć. Jeszcze nigdy przyroda nie była równocześnie tak piękna jak i okrutna. Alejandro González Iñárritu po raz kolejny udowadnia, że każdą historię można przedstawić w niezwykle interesujący i odbiegający od normy sposób. To z pewnością jeden z najważniejszych obecnie twórców, co podkreślają kolejne nagrody i uznanie jakim się cieszy.

OCENA: 8/10 

TYTUŁ: Zjawa / The Revenant
PRODUKCJA: USA 2015
REŻYSERIA:  Alejandro González Iñárritu
SCENARIUSZ: Alejandro González Iñárritu, Mark L. Smith
OBSADA: Leonardo DiCaprio, Tom Hardy, Will Poulter, Domhnall Gleeson
ZDJĘCIA: Emmanuel Lubezki
MUZYKA: Carsten Nicolai, Ryûichi Sakamoto